sobota, 1 października 2016

....

                                                     

                                                           http://bohomazylili.blogspot.com/


           Serdecznie tam zapraszam ;)
Drumczik xx

niedziela, 4 września 2016

Przepraszam...




Ze względu na to, ze nie miałam możliwości wejścia na to konto przez miesiąc + nowa szkoła spowodowały, że zawieszam  tu twórczość  ;<
Widzimy się tu za jakiś czas ;* <>
Drumczik ;*

wtorek, 2 sierpnia 2016

Panie Morgenstern



- Rosie. Och Rosie.- usłyszałam odgłosy dobiegające z zewnątrz. Miałam zamknięte powieki a mimo to, słyszałam dźwięki. Przywróciłam w głowie wydarzenia spędź godziny. Gwałtownie otworzyłam oczy próbując się poruszyć, co nie było łatwe. Do tego poczułam pulsujący ból gdzieś w okolicach biodra. Przede mną stała pani Dafne.
- Rosie. Nareszcie. Tak się martwiłam.- położyła rękę na sercu i z wyraźnym zmartwieniem patrzyła na mnie.- znalazłam cię leżącą na schodach. Byłaś nieprzytomna.
- Nie wzięłam dziś rano leków. Pewnie to było powodem .- mówiąc to rozmasowywałam czoło aż natrafiłam na ukłucie i kolejny napływ bólu. Pani Dafne podała mi lusterko, a ja aż zbladłam.  Na czole miałam śliwę dość rzucającą się w oczy.  Westchnęłam głęboko odsuwając od siebie lusterko.
- Co się stało?- zapytała klękając przy łóżku.
- Pokłóciłam się z chłopakiem.- próbowałam odgonić od siebie obraz naszej ostatniej rozmowy.
- Na pewno do siebie wrócicie.- słowa stróżki od razu przywróciły mnie na ziemie.
- Co? Nie. My nie chodzimy ze sobą.- oparłam się na łokciach.- to znaczy, kiedyś chodziliśmy.
- Tak mi przykro słońce.- pogładziła moją dłoń, na której również zauważyłam zadrapania.
- Mi też.- dodałam na tyle cicho, aby nie mogła mnie usłyszeć.- Powinnam się zbierać. Przepraszam za to.- wstałam chwiejąc  się lekko próbując utrzymać równowagę, lecz na darmo.
- O nie droga damo!Ty tu zostaniesz do czasu aż twój stan się poprawi.- jej stanowczy ton jedynie utwierdził mnie w przekonaniu, że spędzę tu dłużej niż zakładałam, co mi bardzo odpowiada. Pani Dafne nie jest moją babcią, ani też ciocią, lecz jest kimś znacznie ważnym. To ona nauczyła mnie sztuki gotowania, czy prasowania kiedy poprosiłam ją o pomoc. Dała mi cząstkę siebie, czyli coś, czego w życiu nie dostałam od rodziców.
- Z cukrem czy bez?- zaśmiałam się cicho wracając z krainy myśli. Ta kobieta jest nieprzewidywalna.
- A teraz opowiadaj.- dosiadła się do mnie podając kubek z gorącą cieczą. Za nużyłam w niej usta delektując się zapachem mango.Herbata  o smaku mango.  Wie jak mnie podejść. Punkt dla niej.
- Chyba nie ma o czym.- westchnęłam wpatrując się w punkt na ścianie.
- Rosie znam cię, wiesz, że możesz mi zaufać. Martwię się o ciebie dziecko.- dotknęła mojej ręki dodając mi otuchy.
- To dość drażliwy temat.- powoli dobierałam słowa.
- który ma na imię….?
- Stefan. – wypowiedzenie tego sprawiło mi dużo trudności,
- Widać po tobie, że niesiesz na swoich barkach bagaż doświadczeń.- zauważyła.- jesteś zestresowana. Jakby życie odebrało ci pewną cząstkę.- w ułamku sekundy przetrawiłam jej słowa. Oczy znów zapiekły mnie od łez.  A miałam nie płakać. Cholera!
- Och Rosie. Ja nie chciałam. To nie tak.
-Ale przecież powiedziała pani prawdę.- opuszkiem palca otarłam samotną łzę spływającą mi po policzku.
- Zrobiłam błąd.- wyprostowała się.- nie powinnam była pytać. Kiedyś nadejdzie odpowiednia pora.- uśmiechnęła się pokrzepiająco. Przyciągnęła mnie ręką do siebie zamykając w szczelnym ucisku. Potrzebowałam tej matczynej troski już od bardzo dawna. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- To pewnie mój syn. Musisz go poznać. –cała w skowronkach poszła otworzyć drzwi. To pewnie ten, o którym tak wiele mi opowiadała.Ponoć jego pasją są sporty ekstremalne. Dziwny typ człowieka patrząc na to, jaką spokojną osobą jest jego mama. Musi jej na pewno wiele zawdzięczać. Zazdroszczę mu takiego skarbu, jakim jest pani Dafne. Z przedpokoju dobiegły do mnie głosy. Szybko wygładziłam bluzkę i z lekkim zdenerwowaniem oczekiwałam gościa. Z ciekawienia przeszłam na niedowierzanie. Czy właśnie przede mną stoi Thomas Morgenstern? Ten Thomas, który od dziecka był moim idolem? Nie, to niemożliwe, to niemożliwe .
- Hej.- obdarował mnie uśmiechem wyciągając dłoń.- Jestem Thomas.- a ja sparaliżowana. Oczywiście nie powiedziałam tego. Mózg działał mi na pełnych obrotach. Przełknęłam głośno ślinę/
- Rosie.- ręce zaczęły mi się pocić ze stresu.  Pomyśli, że jestem wariatką.- Nie mówiła pani, że pani syn jest skoczkiem narciarskim.
- Drobny szczegół.- zachichotała.- Thomi zostań tu z naszym gościem, a ja pójdę wyciągnąć pieczeń z piekarnika. Zapowiada się uczta.- uścisnęła moją dłoń, po czym udała się do kuchni. Pozostawiając mnie na pożarcie blondynowi.
- Więc znasz moją mamę- bardziej stwierdził niż pytał. Usiadł na fotelu po czym zilustrował mnie wzrokiem.
- Mieszkam dwa piętra wyżej.- wyjaśniłam.- często do niej przychodzę.
- Cieszę się, że mama ma z kim porozmawiać, kiedy mnie nie ma. Wiesz jak to jest- obdarzył mnie smutnym wzrokiem. Ale przecież to nie jego wina.
- Oj, niestety tak.- przytaknęłam. Doskonale wiem jak to jest żyć ze sportowcem, a w szczególności ze skoczkiem narciarskim. Pasmo wyrzeczeń i zmartwień.
-Wiesz?-uniósł brew.
-Znasz Stefana Krafta?-błagam nie.
- To mój przyjaciel.- A jednak. W sumie nie zdziwiłam się jego wypowiedzią . Stefan zawsze przyciągał do siebie ludzi.
- Byłam jego dziewczyną.- wypowiedziałam te słowa dosyć cicho.
- Co?? Ale jak to?- rozszerzył źrenice.- przecież on ma dziewczynę.- zaznaczył. Tego nie wiedziała. Ała.
- To przeszłość.- w duchu modliłam się, ażeby Thomas zmienił temat rozmowy.
-Rozumiem.-dodał w namyśle.- mogę zadać ci pytanie?
- Jasne.- uniosłam kąciki ust.
- Ile miałaś lat, kiedy ze sobą chodziliście?- popatrzył na mnie wyczekująco. Ręce mi zwilgotniały.
- Siedemnaście.
- A masz?- drążył nadal. Panie Morgenstern, co za dużo to nie zdrowo.
- Dwadzieścia jeden.- odwróciłam wzrok.
- Kochani chodźcie na obiad.-na ratunek przyszła mi w samą porę pani Dafne. Nie wytrzymałabym dłużej tego spojrzenia Thomasa. On coś wie.
Konsumując pieczeń czułam się jakbym dotykała raju. Ambrozja, mówię wam. Atmosfera się rozluźniła. Pani Dafne zaczęła wyjawiać sekrety z życia małego Thomasa. On jedynie mroził ją wzrokiem i powtarzał ,,mamo nie rób wstydu’’. Kto by pomyślał, że mały Morgi chciał kiedyś rozbić namiot na Bergisel ,ażeby czuwać nad bezpieczeństwem skoczni.  Dowiedziałam się też, że Thomas spodziewa się ze swoją ukochaną dziecka. To wspaniała informacja, na pewno będzie cudownym ojcem.
Po skończonym posiłku stwierdziłam, że czas wracać do domu.
- Ale weź te ciasteczka dla Alice.- usilnie próbowała mi wcisnąć talerz ciasteczek orzechowych. Fajnie, że Alice jest uczulona na orzechy.
- Dobrze.- zrezygnowana wzięłam talerz.- Jeszcze raz dziękuję za wszystko.
- Wpadaj do nas częściej Rosie.- swoje 3 grosze dorzucił Thomas, z którym złapałam wspólny język. Podszedł do mnie i czule objął.- masz.- wręczył mi papierek.
- Dobranoc.- pomachałam na odchodne, po czym udałam się na górę. Miałam przy sobie klucze na szczęście. Razem z talerzem ciasteczek udałam się do kuchni, Na stole leżała karteczka

,,Poszłam na imprezę (randka). Jakiś typ mnie zaprosił w pracy.Był zbyt przystojny, żebym odmówiła.W lodówce masz jedzenie.Ochrzan na brak powiadomienia mnie o swoich dzisiejszych planach dostaniesz jutro’’
Buziole
Alice

No i zostałam sama. Odłożyłam karteczkę i wraz z moim słodkim prowiantem miałam zamiar obejrzeć jakiś ciekawy film. Padło na ,,iluzję’’ Nawet nie zauważyłam, kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza .






 *************************************************************************************
*w opowiadaniu Thomas jest skoczkiem narciarskim, kiedy jeszcze spotykał się z Kristiną.
*Dafne to wymysł autorki, nie żadna matka Thomasa
Za 3 dni Hiszpania. <333
Więc zostawiam ten oto rozdział, który nazwę powinien nosić ,,kluski z olejem''- czyli totalny bezsens. 

Thomas :




niedziela, 17 lipca 2016

Karmelowe Latte



- Teraz twoja kolej.- oderwałam się ze świata wyobraźni i własnych spostrzeżeń dotyczących dzisiejszej pogody, która nie napawała optymizmem. Oby jednak ta chmurka spokojnie opuściła tereny miasta.  – notes, długopis i zasuwaj.- rozkojarzonym wzrokiem popatrzyłam na przedmioty, które wcisnęła mi w rękę moja przyjaciółka, a zarazem jedna z pracownic. Przestałam polerować i  tak błyszczące kieliszki, po czym swobodnym krokiem udałam się w wyznaczone miejsce. Dziś nie było tłoków, ale też nie można powiedzieć, że nie mamy ruchu.
- Przepraszam, czy mogę złożyć  już zamówienie?- nie patrząc na gości wypowiedziałam tą słynną formułkę.
- Dla mnie będzie kokosowe Latte i kawałek ciasta marchewkowego.- popatrzyłam na niebieskookiego blondyna, który bacznie mi się przyglądał. - a dla ciebie Stefan?- momentalnie spoważniałam. Jego towarzysz, który siedział przede mną odwrócił głowę  w moim kierunku, a ja…. no cóż zaniemówiłam.  


 Stałam jak słup soli nie mogąc nic z siebie wykrzesać. Popatrzył tymi swoimi czarnymi kuleczkami, od których bił smutek i żal. Oczy zapiekły mnie od łez, które ostatkiem sił próbowałam zatrzymać. Jeden głęboki oddech Rosie.
- Tylko kawę.- przerwał tę długa wymianę spojrzeń dając mi coś w rodzaju ulgi.
- Jaką?
- Jakbyś nie wiedziała. – dodał z wyrzutem, przyprawiając mnie o kolejny napływ  żalu i obrzydzenia. Przecież dobrze wiem jaka jest jego ulubiona. Karmelowe Latte z podwójną pianą. To jest jak mantra, powtarzała się za każdym razem kiedy tylko nastał poranek. Czemu pamiętam te cholerstwa?!
- Dobrze, dziękuje.- zabrałam karty ze stolików i mniej pewnym ruchem udałam się w kierunku baru. Dam sobie głowę urwać, ze widział tą bransoletę. Widnieje na niej ,,kochaj jak potrafisz’’.
- Alice ratuj.- złapałam ją za ramię.
- Co jest?- uniosła głowę znad telefonu.
- Obsłuż ich.
- Przecież ty to miałaś zrobić.- kręci głową.
- Ten jeden raz cię proszę.- rozpacz wypływała z moim słów niczym potok łez. Odetchnęłam z ulga, kiedy wzięła do rąk karteczkę  z zamówieniem.
- Nie wymkniesz się w domu od tłumaczeń. – pogroziła mi paluszkiem  i z wdziękiem podeszła do wyznaczonego stolika. Nerwowo przewijałam strony czasopisma cały czas wpatrując się w tamto miejsce.
- Jak ty to robisz?- wzruszyła ramionami Alice odstawiając tackę.
- Daj mi spokój.- rzuciłam niechętnie. Nie byłam w nastroju na pogaduszki dotyczące jak mam się zachowywać. Pewnych rzeczy nie zmienię.
- Wiesz, że mieszkamy razem. Możesz mi zaufać.- położyła rękę na moim ramieniu.
- Przecież wiem. – odetchnęłam głęboko.
- A zależy ci na nim?
-Ja…emm..to znaczy.- i nagle przestałam oddychać kiedy zauważyłam kto stoi przy ladzie. Alice szybko to zauważyła i wzięła sprawy w swoje ręce.
- Tak?- zmieniła swój głos na bardziej poważny. Tylko brać  od niej lekcje.
- Chciałem zapłacić.
- Jasne.- wzięła od niego należytą sumę.
Ani razu na mnie nie spojrzał. Powinnam  w myślach tańczyć  taniec szczęścia, a zamiast tego poczułam pustkę.
 I odszedł.
- Mogę iść do domu?- zapytałam załamana.
- Idź na zakupy. Masz- wręczyła mi pieniądze.- kup sobie coś zdechlaku.
- Nie będę brała od ciebie pieniędzy. Wystarczająco masz mnie na głowie.
- Ale to twoja zapłata za pracę.- dodała z rozbawieniem.- A teraz idź.
- Może masz racje.
Wychodząc z lokalu zauważyłam, że zbliża się burza. No super, a ja nie wzięłam parasolki. Pomyślmy. Do centrum mam niecałe 15 minut drogi. Powinnam zdążyć przed deszczem. Jednak moje kalkulacje okazały się mało zawodne. Z nieba zaczął padać rzęsisty deszcz. Wszyscy uciekali w parasolach a ja jak ostatnia idiotka idę naprzeciw pogodzie bez kurtki, ubrana jedynie w dżinsy i top, który przyległ mi do skóry. Zaklęłam pod nosem, kiedy przez nieuwagę weszłam w kałuże. Bez sił szłam dalej modląc się, aby deszcz ustał. Nagle usłyszałam warkot silnika. Przede mną niespodziewanie pojawił się czerwony luksusowy samochód.
- Podwieźć cię?
- Powinnam sama trafić.-  Czułam się jak bohaterka z typowej książki, kiedy to chłopak oferuje jej podwózkę w taką pogodę.
- Nie chce mieć cię na sumieniu.- pierwszy raz od niepamiętnych czasów obdarzył mnie uśmiechem. Niepewnie wsiadłam do tego pięknego auta, który pachniał nowością.
- To gdzie mieszkasz?
- Na Salzgries.
Resztę drogi pokonywaliśmy w milczeniu. Bardzo mi to odpowiadało, ale kłębiące się myśli w mojej głowie wzięły górę.
- Nadal jesteś skoczkiem?
- Tak. A ty maratończykiem?
- Nie.- odwrócił głowę w moją stronę.- patrz na drogę.- upomniałam.
- Czemu ?
- Nie chcę na ten temat rozmawiać.
- Nikt nie chciał cię zmotywować?- czy on mnie właśnie podpuszcza?!
- Ta rozmowa nie ma sensu.- mruknęłam.
- Nie chcę się wtrącać w twoje życie ale odpowiedz mi na jedno pytanie : czy czujesz się szczęśliwa?- krew w moich żyłach zaczęła bulgotać ze zdenerwowania.
- Tak. – nie byłam pewna swoich słów.
-  A wcześniej czułaś się szczęśliwa?- zapytał nieco zły.
- Daj spokój Stefan. Kocham moje obecne życie i nic tego nie zmieni.- dodałam nieco głośniej.
- Nie odpowiedziałaś na poprzednie pytanie.- ale on mnie wkurza.
- Tak i co z tego? – prychnęłam. –skoro teraz otaczają mnie wspaniałe osoby.
- Myślisz tylko o sobie.
- Nie, nie myślę. Nigdy nie myślałam o sobie. – byłam na skraju załamania.
- Naprawdę. Niby kiedy?- spojrzał na mnie tymi swoimi koralikami przepełnionymi złością. Spostrzegłam, że jesteśmy już na miejscu.
- Kiedy ty byłeś w znakomitej formie a ja umierałam w szpitalu.- wyrzuciłam to z siebie. W końcu, po tylu latach zdobyłam się na odwagę. Oczy zapiekły mnie od łez. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z samochodu pozostawiając go otumanionego. Coraz trudniej nabierałam powietrze. Pokonałam kilka stopni i…………..




********************************************************************

Nie mam weny, chyba :P
mam nadzieje, ze jeszcze ktoś mnie jeszcze pamięta  ;)))
Zapraszam na http://bohomazylili.blogspot.com/
i komentarze pod spodem ;)

niedziela, 29 maja 2016

Widownia




 - Dziwnie się tu czuje.- mruknęłam rozglądając się po bokach z obawą, że zobaczy mnie ktoś ze znajomych rodziców. Oczywiście dla nich kluby to rzecz powszednia. Drinki, tańce, sukienki za tysiąc złotych to jak posmarować chleb masłem. Tylko ja wiecznie byłam tą zamkniętą księżniczką w wieży, która albo musiała się uczyć na klasówki albo  odbywała wieczorny trening. Może właśnie dlatego czuję się jakoś dziwnie nieswojo, skoro jestem tu pierwszy raz. Zerkam ukradkiem na Alice. W tej chwili chciałabym oddać jej cały swój dorobek za choć trochę śmiałości, jaką posiada. Swoboda i pewność siebie wręcz emanuje od jej osoby. Mogę tylko podziwiać  z jaką gracją odbiera drinki olśniewając uśmiechem barmana. Jakiś trik, może czar? Zadziwiajcie jest to ,jak szybko dał się omotać jej urokowi .
-Rose.- powtórzyła.- a ty nadal we własnym świecie. Wyluzuj, będzie dobrze.- poklepała mnie wolną ręką po plecach. Chyba czas skończyć ten cyrk.
- Nie pasuje tu.- pisnęłam cicho dając jej jasno do zrozumienia, że przytłacza mnie to miejsce.- możemy iść do domu?
- Tak, żebyś tam mogła do woli ubolewać nad swym losem?
- To pytanie retoryczne.
- Rosie.- upomniała mnie.
-Potrzebuje stabilizacji emocjonalnej a nie taniego podrywu.- dodałam przypominając mizerne skutki blond chłopaka.
- Wiec to właśnie ten czas.-  wstała ze stołka, po czym zaciągnęła mnie na środek Sali.
-I?- zapytałam nie rozumiejąc sensu tego, co zrobiła. Że niby nagle mam być rozrywkowa? Po tylu latach.Śmieszne. Z księżniczki żaby nie zrobisz. A poza tym mój taniec pozostawia wiele do życzenia. Tylko po co ja prowadzę ze sobą ten wewnętrzny monolog, skoro w prawdziwym świecie stoję i tępo wpatruję się w blond dziewczynę?
- Widzisz ich. – pokazała paluszkiem na grupkę mężczyzn siedzących  daleko w tyle za sceną. Pochłonięci byli rozmową, toteż nie zauważyli gestów wykonanych przez Alice. Uffff.
- Co z nimi?- zapytałam przez ramię.
- Zaraz się przekonamy.- poprawiła swoje  blond włosy po czym z dumnie uniesioną głową podeszła do grupki mężczyzn. Chrząknęła znacząco dając znak o swojej obecności .Nieznani patrzyli to na mnie to na Alice. Przepraszam, oni nas ilustrowali wzrokiem  z góry do dołu. Mam wspomnieć jak bardzo czułam się zażenowana ?
- Hej.- przywitała się Alice.
- Hejjjj.- przeciągnął chłopak z tunelem w uchu uśmiechając się zalotnie do dziewczyny. Tylko co ja tu robię?!
- Ruszcie się na starość z kanapy. – zażartowała Alice.- chcecie zatańczyć?
- Choć- wysoki blondyn zwrócił się do kolegi.-rozerwiesz się.
Jak powiedział tak uczynił. Niepewnie podążałam na parkiet w obecności nieznajomego mi bruneta.
- Tylko, ze ja i taniec to dwie różne historie.- tak Rosie, przecież po co się przedstawiać skoro można prosto z mostu powiedzieć: słuchaj, nic z tego nie wyjdzie. A może za dużo sobie wyobrażam. Z pozoru wygląda na ułożonego młodzieńca, który niestety wpadł w sidła Rosie, która zabije go w tańcu.Planuję zagładę.
- Twój mistrz-plan na podryw nie uda się, jeśli nie będziesz umiała tańczyć.- prychnął lekko rozbawiony.
- Jakbyś wiedział jakie były moje intencje wobec was.
- To co tu robisz?- zapytał zdziwiony. W sumie całkiem dobre pytanie. Może teraz poszukajmy na nie odpowiedzi?
- Zostałam przymusowo wciągnięta przez – wskazałam na Alice – tego oto wyrzutka.
- Więc jednak coś nas połączyło.- dodał pod nosem.- Taka niby zabawa przyjaciółki w swatkę?
- Bingo!
- Widzisz?
-Co widzę?
- Tańczysz.- obdarował mnie swoim zabójczo przystojnym uśmiechem.
- Jeny, pierwsze spotkanie na większym audytorium zakończone sukcesem.
-Powiedz mi jak masz na imię.- zagadnął patrząc się w stronę stolika, przy którym siedzi reszta jego znajomych.
- Rosie.
- Wiesz mój kolega właśnie pożera cię wzrokiem, więc znając jego zapędy nie darowałby mi tego.- oboje zaczęliśmy się śmiać. Ale rzeczywiście, jeden z jego towarzyszów bacznie mi się przyglądał. Trochę krępujące, nie powiem. Mój towarzysz w  pewnej chwili zdecydował się na zbyt odważny moim skromnym zdaniem krok.Popisowy piruet nie wyszedł tak, jakbyśmy chcieli, toteż efektem końcowym był nasz donośny śmiech, który rozchodził się po całej Sali.
Jeden wzrok Rosie. A co powiesz teraz?
Odwróciłam się na pięcie aby sprawdzić, czy nadal tajemniczy chłopak o intensywnych brązowych oczach mi się przygląda, lecz znikł. Jakby rozpłynął się w powietrze. Gdzie jest do cholery Harry gdy go potrzebuje z różdżką.





****************************************************************************************
 Kiedy musisz uczyć się z geo i przypominasz sobie o rozdziale XXD
Do następnego słoneczka;**< kiedyś tam ^^>

Postać Alice :



czwartek, 26 maja 2016

Naleśniki



-Rosie. Rosie wstawaj.- usłyszałam krzyki dobiegające ze schodów.-   ociągale przeciągnęłam się wodząc wzrokiem po pomieszczeniu w celu znalezienia budzika. 7.15. No pięknie, mam 15 minut w plecy. Mozolnie doprowadziłam moje ciało o pionu.  Poczułam chłód, więc natychmiast odziałam się w szlafrok i w niedbałym koku zeszłam na dół, gdzie zastała mnie cała rodzina. Ja i rodzice. Codzienna rutyna towarzyszyła nam od zawsze. Usiadłam na wyznaczonym dla mnie miejscu po czym jak codziennie oparłam głowę o zimny drewniany stół lekko przysypiając. Do moich nozdrzy doszedł słodki zapach wypieków. Momentalnie podniosłam głowę. Omlety? Rano? U nas? To było dziwne i takie… nie  normalne. Bardziej niż obraz parujących naleśniczków oblanych masłem orzechowym i miodem zadziwił mnie widok uśmiechniętej matki krzątającej się po kuchni i wymachującej patelnią to w prawo to w lewo. Zdezorientowanym wzrokiem popatrzyłam na ojca, odpowiedział mi tym samym uśmiechem, który dostrzegłam u mamy. Poczułam się ja w labiryncie bez wyjścia.
- Mamo.- zaczęłam nie odrywając wzroku znad talerza.- od kiedy ty gotujesz?
- Rosie głuptasie. Nie wiesz jaki jest dzisiaj dzień?- zapytała z politowaniem. Ahhh, racja. Dzisiaj kończę 19lat. I co w związku z tym, to właśnie dzisiaj ma mnie otruć?
- Ostatnie pytanie. Ponownie w fartuchu zobaczymy cię za rok?- zapytałam z drwiną.
- Nie.- rzekła z politowaniem.- urodziny ojca są za 2 miesiące.- zakończyła odwracając się na pięcie i nakładając na porcelanowy talerz kolejne naleśniczki. Niech zgadnę bezglutenowo-ryżowe?
- Z czym są?- zagadnęłam popijając herbatę miętową.
- Z  truskawkami i jagodami goi. Możesz  nie zadawać tak wielu pytań tylko z łaski swojej zjeść to co przygotowała przez ciebie własna matka?!- niemal krzyknęła, czyli jak zwykle. Mozolnie zabrałam 2 naleśniki z tacy i dodałam do nich owoce. Powinnam się cieszyć, przynajmniej jest coś innego. Każdy dzień zaczyna się od owsianek na wodzie. Można zwariować. Próby udawania, że naprawdę to co jem jest do przełknięcia wyszły mi ciężej niż bym przypuszczała.
- Za godzinę masz trening. Spakowałam ci kanapkę. Potem ojciec podwiezie cię do szkoły, tylko pamiętaj o włożeniu kolejnej pary butów.- mówiła przeglądając gazetę.
- A mogę ten dzień przeżyć inaczej niż zwykle?- zdecydowałam się na  dość odważny krok z rana.
- Nie rozumiem.- zsunęła okulary i zilustrowała mnie wzrokiem.
- Moje koleżanki planują dziś imprezę z okazji moich urodzin.- zaczęłam się jąkać.
- I co potem? Piwo, narkotyki, sex? Nie ma mowy panno, nie tak cię wychowaliśmy. Ty masz się uczyć i trenować.
- Jestem dorosła.- równie jak ona podniosłam głos. Zaskoczyła ją moja reakcja.
- Nie zgadzam się na to.- założyła ręce. – Moja córka nie będzie chodzącą dziwką.- popatrzyła na mnie z nienawiścią.
- Już nią jestem, ale ciebie to nie obchodzi. Jestem dla ciebie tylko kluczem do sławy. Po co mi te pieprzone medale, jak nie mam życia, przyjaciół. Nigdy nie dałaś mi tego ciepła jakie daje matka swoim dzieciom, nie zgodziłaś się na psa, na przekłucie ucha. Jesteś niewdzięczna.- Tego było za wiele. Wstałam i bez słowa udałam się do pokoju w celu zabrania najpotrzebniejszych rzeczy.
- Dziecko co ty wyprawiasz. Co to ma znaczyć?- przedzierała się przez stertę ubrań, które wyrzucałam z szafek.
- Nie jestem już dzieckiem i sama decyduje.- złapała mnie za łokieć tak mocno, że aż syknęłam z bólu.- zostaw mnie. Nigdy mnie nie kochałaś.
- Bo nigdy się nie nie słuchałaś. Jeśli teraz opuścisz ten dom, więcej do niego nie wejdziesz. – popatrzyła mi prosto w oczy, po czym rozluźniał ucisk.
- Nie mogę uwierzyć, że przez te wszystkie lata jeszcze nic się nie zmieniłaś. Nie chcę cię znać.-  wybiegłam z płaczem zatrzaskując drzwi.
Rozmazanym wzrokiem podążałam przez uliczki Wiednia do Alice. Mojej najlepszej kumpeli. Może nie będzie tak źle? Co ja mowie, jest tragicznie. Jeszcze nigdy nie czułam takiej pustki w sercu. Ale wiem jedno. Już nigdy tam nie wrócę. 


*********************************************************************************
Maj mi nie pomaga w pisaniu. ;< Ale w końcu znalazłam ten czas , który pozwolił mi nabazgrać pierwszy rozdział. ;) Co o nim sądzicie?/
Miłego dnia matki ;)))